środa, 7 czerwca 2017

Powrot z martwych i rybka pod pomidorowa pierzynka

Nie nie ,nie umarlam . Jestem tylko przestrasznie zajeta w sensie zapracowana ( nawet dzis , niedawno wrocilam ) ,a gdy wracam z pracy mam juz tylko ochote na kapiel a wlasciwie szybki prysznic i na sen .Mam nadzieje ,ze moja praca przelozy sie na zgubione kilogramy :D .Niniejszym postem otwieram kolejny temat na moim blogu a mianowicie " Ogrod" . Z kawalkiem ziemi , z jakim mam do czynienia " ogrod" moze to zbyt ogromne slowo ,no powiedzmy mini ogrodek ,ale i tak znajduje sie w nim naprawde sporo "upraw" .
Nie wiem jak w Polsce ale tutaj wszystko juz w rozkwicie , i to od dluzszego czasu - cos ok miesiaca jak moje nabytki obudzily sie ze snu i obrodzily w listki i pierwsze kwiaty ,z ktorych pozniej mam nadzieje beda owoce i warzywa :) .Niestety ,gdzie uprawy tam i slimaki .....no plaga cholerna spedza mi sen z powiek i doprowadza do padaczki i bialej goraczki....gdzies w internecie wyczytalam ze mozna sie ich pozbyc za pomoca polenty ( kasza kukurydziana ) porozsypywalam w sloikach i porozstawialam po ogrodku ,niby przylaza te cholerne slimaki i jedza polente ,mialy od tego zdychac ,lecz zwlok nigdzie nie widze ...no chyba ze Ci co przezyli zabieraja zwloki martwych -jak na jednym z filmow - zdaje sie jesli pamiec nie zawodzi to  "13 Wojownik" :D . No nic , jak polenta zawiedzie mam jeszcze w zanadrzu piwo dla opojow slimakow -podobno bardzo je lubia ^^ .Niebawem wstawie zdjecia a teraz do rzeczy : 
                       Ryba z ziemniakami pod pomidorowa pierzyna na dzisiejsza kolacje :)
  



Skladniki:
- 1 kg ziemniakow
- 800 gr platow rybnych dowolnych 
- 1 cebula
- 250 ml sosu pomidorowego
- 2 duze pomidory
- przyprawy do ryb i ziemniakow (u mnie oprocz gotowej przyprawy do ryb  ziola prowansalskie )
- sol ,pieprz,olej 
Przygotowanie:
ziemniaki obrac ,umyc i pokroic w nieco grubsze talarki ,wrzucic do formy posolic i dodac wybrane przyprawy , polac olejem i dobrze wymieszac .Piekarnik nagrzac do 200° i piec 35 min z termoobiegiem.
W czasie gdy ziemniaki sie pieka pomidory i cebule pokroic w kostke ,dodac ziola i wszystko wymieszac .Zostawic na czas pieczenia ziemniakow.
Wyjac ziemniaki z piekarnika ,przemieszac i wygladzic , na wierzch umozyc platy rybne tak zeby zakryc ziemniaki , polac olejem i posolic ,dodac przyprawe do ryb .Wlozyc do piekarnika na kolejne 35 min.
Wyjac ziemniaki i rybe ,odlac nadmiar wody , przykryc pokrojonymi pomidorami z cebula ,polac sosem pomidorowym i piec 30 min . Gotowe!





A dzis wzielo mnie na Frediego .Kocham zarowno film jak i kawalek :)


wtorek, 15 listopada 2016

Chleb bananowy i absurdalna kontuzja....

Niedzielny poranek spedzony w lozku do poznych godzin poranno-przedpoludniowych , poniewaz postanowilam ,ze wyjatkowo na niedzielny obiad beda kotlety z piersi indyka z gotowanymi ziemniakami a nie jak przewaznie lasagna lub kurczak pieczony z warzywami  czy golonka (na wspomniane potrawy poswiece oddzielne posty ) ktorych to przygotowanie zajmuje mi caly poranek .Ahh cudowne lenistwo ....lezac tak sobie zastanawialam sie nad przepisami wyszukanymi ostatnio na pinterescie bo banany kupione kilka dni wczesniej zaczely dokonywac swojego zywota , co zaznaczaly swym intensywnie cudnym zapachem . Mialam wrazenie ,ze zapisywalam ostatnio na telefonie przepisy na chleb bananowy i nie pomylilam sie . Mysl dojzewala powoli w pieleszach az dojzala na tyle  ,zeby wywlec mnie z lozka i zaczac dzien od przygotowania slodkiego chleba . Czytajac przepis i mamroczac pod nosem  ' no nie wiem...ostatnio kupa wyszla...' mialam nadzieje ,ze podejscie drugie do wypieku z bananmi skonczy sie triumfem . Mala forma wyladowala w piekarniku ,wyszla z niego po okreslonym czasie i przy ustawianiu formy na blacie ,robiac sobie miejsce ( piekarnik dualcook wiec dodatkowym sprzetem jest ciezkawa blacha dzielaca piekarnik na pol , ktora to nie wiedziec czemu zostawilam na blacie kuchennym ) blacha zsunela sie i spadla na.....mojego najwiekszego palca u nogi ! Szqr....ka wodna jaki bol ! Pierwsza mysl czy zlamany paluch ...ruszylam nim na boki ,w gore i dol ...ruszac sie dalo wiec wykluczylam zlamanie a klac zaczelam na mocne stluczenie . Na szczescie bylo juz po obiedzie , bo ciasto pieklo sie tyle ,ze czasu starczylo na przygotowanie i zjedzenie obiadu ( czyli niecala godzinka ) wiec kontuzja nastapila po posilku . Coruchna sprzatnela ze stolu a ja z bolaca stopa i lodem na niej wyladowalam na kanapie  . Gdy chlebek wystygl na kratce a moje zeby zatopily sie w slusznym kawalku wypieku i pojawil sie pomruk zadowolenia stwierdzilam ze kontuzja zostala w pelni zrekompensowana przez smak . Z czystym sumieniem moge go polecic i podac dalej znaleziony przepis . jest to wypiek dla wielbicieli slodkich smakow . Moj pierwszy chleb bananowy w przeciwienstwie do dzisiejszego wogle nie byl slodki - byc moze dlatego mi nie podszedl . Przepis warty wyprobowania :)

                                                            Chleb bananowy 



skladniki :
- 3 banany dobrze dojrzale
- 3/4 szklanki cukru
- 1,5 szklanki maki 
- 1 lyzka cynamonu
- 1/4 szklanki oleju
- 1,5 lyzeczki proszku do pieczenia
- 1/4 lyzeczki sody
- 1 jajko 

Piekarnik rozgrzac do 170° .
Banany obrac i rozgniesc widelcem na papke . Do bananow dodac jajko i olej . W osobnej misce wymieszac suche skladniki i dodac do bananow . Wszystko dobrze wymieszac .
Blache wylozyc papierem do pieczenia  ( lub wysmarowac maslem i wysypac maka ) i wlac w nia ciasto .
Piec w 170° ok 50-60 min. Po uplywie czasu sprawdzic patyczkiem . Studzic na kratce .
P.s. Miarka szklanki to 250 ml .

Muzycznie dopieszcze Was dzisiaj Pania Enya i moja stara ulubiona piosenka .






wtorek, 8 listopada 2016

Powrot do przeszlosci i buraczki w sloikach

Cudownie produktywny wczorajszy dzien zadowolil nie tylko mnie ,ale rowniez Ksiecia . Dzis prosze panstwa porwalam sie na przetwory a uscislajac chodzi o buraczki w sloikach . Cudowne ,przesmaczne i wogle pyycha ! Moja milosc do buraczkow zakwitla bardzo wczesnie bo w dziecinstwie ,a to za sprawa mojej Cioci Irenki ( jedna z siostr mojej mamy - cudowna ,kochana cioteczka - dzis juz niedowidzaca ).Tak sie zwykle sklada ,ze kazdy z nas jest w czyms wybitnie dobry ,zdolny ... jedna z siostr mamy fantastycznie piecze ( kiedys podam Wam  Jej przepis na pysznego Stefana ;) wspomniana Ciocia Irenka robila przefantastyczne przetwory ...ach pamietam jak z kuzynem wykradalismy klucze do piwnicy i wyjadalismy wspaniale gruszki w sloikach ,albo sliwki ...esz slina cieknie i lezka sie w oku kreci na samo wspomnienie ...Pamietam jak pierwszy raz sprobowalam jej buraczkow . Do tej pory pamietam ich smak , i chociaz Ciocia dawala Mamie przepis chyba co roku , nigdy nie wyszly takie jak te Ciocine . I dzis wlasnie trafilam na przepis ,ktory jest identyczny jak jej . Jakiez bylo moje zdumienie , gdy probujac buraczkow wrocila pamiec kubkow smakowych ( istnieje takowa ? ) i szeroooki zaciesz . Tak ! Mam ! To jest wlasnie ten smak ,ktory pamietam z dziecinstwa ! Cudowny niepodrabialny smak . Przepis zostanie ze mna dla potomnych (wnukow raczej - dla mlodszej coruchny za slodkie ,a starsza nie miala okazji sprobowac ) , ale podziele sie nim rowniez z Wami . 

                                                     Buraczki z papryka w sloikach 




skladniki :
- 3 kg buraczkow
- 1 kg cebuli
- 1 kg papryki
- 1 szklanka oleju
- 1 szklanka octu winnego 6 %
- 1 szklanka cukru
- 2 lyzki soli

Buraczki ugotowac w skorkach do miekkosci ( ok 1 h ) ,gdy przestygna obrac je ze skory .
Papryki oczyscic ,umyc i razem z cebula pokroic w drobna kostke i w duzym garnku z odrobina wody poddusic .
Buraczki zetrzec na tarce o grubych oczkach i dodac do papryki z cebula .
Nastepnie dodac : olej , ocet , cukier i sol ,wszystko wymieszac i gotowac przez 30 min na malym ogniu .
Sloiki umyc i wyparzyc ,przelozyc w nie gotowa salatke . Autorka przepisu radzi ,ze mozna salatke wkladac na goraco do sloikow i wtedy same sie zamkna . Ja jednak zapasteryzowalam swoje przez 20 min od chwili zagotowania . Po zagotowaniu jeszcze raz dokrecilam ( a wlasciwie Ksiaze je dokrecal ;) i owinelam zlozona narzuta do wystygniecia .Po wystygnieciu przenioslam tam gdzie ciemno -do jaskini chomika ( spizarki )

Muzycznie zaproponuje DM  oczywiscie stare kawalki ,ktore moim zdaniem sa najlepsze .


piątek, 14 października 2016

Ksiezniczka Cienia kolejna odslona ;)

O dzuma ile to juz czasu uplynelo od ostatniego posta o Princessie ...w huk ! Chociaz strasznie panienke zaniedbalam to cos tam jednak przy niej miejscami dlubalam ,a co wydlubalam zaraz pokaze :)










Ufff dobrnelam ze zdjeciami do konca . Niedlugo bedzie IV odslona Ksiezniczki ,a dzis zachecam do baardzo starej piosenki Edie Brickel ,ktora to pozyczyl sobie na chwilke Krzysiek Zalewski . Bardziej podoba mi sie wersja Krzysztofa :)




poniedziałek, 12 września 2016

Jak ciezko wytrwac w niektorych postanowieniach i burger XXL

Tytul posta mowi sam za siebie ...mial byc peep show a tam jedna pipa -jak powiedzial kiedys pan Daniec ....Mial byc jeden post tygodniowo a tu jeden post na ...nie wiem nawet na ile ,no ale nic , staram sie jak moge ,nastepnym razem bedzie lepiej . Koniec narzekania i zbednych tlumaczen - idziemy dalej.
Mlodsza , szesnastoletnia juz corka stwierdzila ,ze zrobi sobie "prawo jazdy" na autko bez prawa jazdy :D .Tak wiem jak to brzmi . We francji sa auta bez prawa jazdy ,trzeba tylko zrobic sobie odpowiedni dokument ( kurs w szkole trwa 7 h lacznie z teoria ). Tak sie szczesliwie sklada ,ze jestesmy w posiadaniu takiegoz auta i moje dziecie zapragnelo sie uniezaleznic mobilnie :D . Nie przeszkadza mi podwozenie jej tu i owdzie - wrecz przeciwnie ,no ale dziecko zapragnelo ,dziecko spelni pragnienie . Zaczelysmy wiec treningi .Jakiez bylo zdziwienie mojej corki gdy pierwszy raz okrazyla parking i nie szlo jej tak gladko jak mamie czy Ksieciu ^^ . Smialysmy sie obie ,ze fajnie i latwo wyglada ,gdy prowadzi ktos z boku a zderzenie z rzeczywistoscia weryfikuje domniemania i wyobrazenia . Musze powiedziec ,ze nie jest zle , jak to mowia : trening czyni mistrza wiec sukcesywnie z corka cwiczymy na parkingu poza godzinami szczytu . Mam nadzieje ,ze uda jej sie zdac za pierwszym podejsciem Poki co cwiczymy przed zapisaniem sie na kurs .Ale mialo byc o burgerze XXL .
Jestem maniaczka pinteresta i....dobrze mi z tym ;) I na pinterescie wlasnie znalazlam przepis na wieeeelka bule wygladajaca jak hamburger . Od razu kubki smakowe zaczely wariowac . tu  znajdziecie oryginal , zrobilam po swojemu . Zmienilam farsz i wrzucilam skladniki ,ktore akurat mialam w domu . Burger wyszedl dosc smaczny .

BURGER XXL





skladniki na ciasto : (forma 26 cm)

- 300 gr maki (u mnie T 450 )
- 3 lyzki stolowe mleka w proszku 
- 3 lyzki stolowe oleju slonecznikowego lub oliwy z oliwek 
- 2 lyzki stolowe jogurtu naturalnego ( opcjonalnie -ja pominelam )
- 1 lyzka stolowa drozdzy ( u mnie 11 gr suchych drozdzy )
- 1 lyzeczka cukru ( u mnie cukier puder )
- 1 lyzeczka soli 
- 1 lyzeczka ziol prowansalskich dla aromatu ciasta ( pominelam )
- 1 szklanka cieplej wody

skladniki na farsz : ( u mnie )

- 1 cebula 
- musztarda ( tyle zeby przykryc spod burgera )
- koncentrat pomidorowy lub ketchup (tyle zeby przykryc spod burgera )
- kilka plastrow szynki 
- cienko  pokrojona cukinia ( tyle zeby przykryla spod burgera )
- 2 jajka ugotowane na twardo
- oliwki ( ile kto lubi )
- mozarella pokrojona w cienkie plastry (tyle zeby przykryla skladniki na burgerze )
Tak naprawde mozemy wrzucic wszystko co lubimy ,nasze ulubione sery ,wedliny i warzywa ,oraz przyprawy .

dodatkowo :

-1 zoltko 
- kilka kropel octu vinegret
- srednia garsc sezamu

sposob przygotowania :

1 .Wsypac make do miski ,zrobic w niej dolek i wsypac drozdze ( jesli ktos daje swieze ,lepiej wymieszac je w oddzielnym naczyniu  z mala iloscia wody i maki i dopiero po wyrosnieciu dodac do miski )zasypac cukrem i zalac mala iloscia wody ,wymieszac ,przykryc i odstawic na 15 min .

2 . Wyrosniete drozdze wlac do maki i dodac reszte skladnikow ( wode na koniec dolewac stopniowo) i mieszac ok 10 min az ciasto nie bedzie kleilo sie do rak . Obsypac maka i zostawic w misce do wyrosniecia na 1h .

3 . Wyrosniete ciasto odgazowac ,podzielic na pol . Spod formy (wysmarowanej olejem ) wylozyc jedna polowa ciasta ,brzegi uniesc wyzej tak by mozna je bylo na koniec zawinac  na serze .

4.Nagrzewamy piekarnik gora dol na 220 ° C .

5 . Spod ciasta wysmarowac musztarda ,wysmarowac koncentratem pomidorowym lub ketchupem ,ulozyc cukinie ,szynke i oliwki ,na oliwki ida jajka starte na grubych oczkach i mozarella . Na mozarelli zawijamy brzegi tarty tak aby ser byl pod nimi i przykrywamy druga polowa ciasta ?Uciskamy wierzch burgera dosc mocno do zawinietego spodu i smarujemy go zoltkiem wymieszanym z octem vinegret ,posypujemy sezamem .

6 . Pieczemy ok 20 min az sie burger mocno zarumieni . Najlepiej sprawdzac co jakis czas kolor burgera ( piekarnik piekarnikowi nierowny ) . Zjesc od razu po wyjeciu z piekarnika . Nie wiem jak smakuje na zimno :) Z podanych porcji spokojnie najedza sie 4 osoby .

Bylo cos dla ciala ,teraz cos dla duszy :)





niedziela, 17 lipca 2016

Powrot Jedi czyli wracam na bloga ^^

Tak ,tak juz czas najwyzszy wrocic na hmm stare smieci? Ostatni post zanotowany w lutym ,wiec troche wody uplynelo ,duzo sie wydarzylo , pozmienialo ( na lepsze ) ale po kolei :)
Na pierwszy ogien pojdzie ogrod ;) 
Wspominalam juz , ze uwielbiam miec swoj kawalek ziemi i wysiewac w nim wszystko co nadaje sie do zjedzenia ?? Nie ? :D To oglaszam wszem i wobec ( co dla niektorych moze byc szokiem ) Kocham grzebac w ziemi i patrzec jak wszystko co zasialam/zasadzilam rosnie ;) Niniejszym postanowilam utworzyc nowy dzial na blogu "Od Ogrodu" i dzielic sie z wami zdjeciami moich "upraw" .
Na drugi ogien pojdzie powrot do kuchni :)
W marcu zdaje sie , piekarnik sie spier...wszym marca odmowil poslugi . Wpadlam w depresje ,poniewaz piekarnika uzywalam przynajmniej 3-4 razy w tygodniu ,a tu nagle bada bum i nie ma ....Juz nazajutrz przyszedl fachowiec zeby naprawic/wymienic pstryczek i lampke ktora to sie przepalila i zazadal ....150 euro za naprawe ( gdzie nowy kosztowal 300 e ) .Grzecznie powiedzialam panu fachowcowi zeby spier....i wrocilam do dolowania bo nie byl to dobry czas na kupno nowego . Ksiaze widzac mnie w takim stanie postanowil cos z tym zrobic , i tym sposobem dorobilam sie multicooka i maszyny do chleba ^^ (Kochany Moj :*). Jednak to nie to samo co piekarnik .Co jakis czas kupowalam gazetki kulinarne lub szperalam w internecie i tak sobie wzdychalam ze fajnie by bylo kupic nowy piekarnik . Bylismy za nim nawet na Sardynii ,ale nie znalezlismy tego czego szukalismy ani tam ani na Korsyce ...tak wiem zaraz ktos powie wybredziocha itp ,moze i tak ,ale lubie miec to co sobie upatrze a nie rzecz jakas z przypadku bo akurat potrzebuje i zdecydowalismy sie na kupno piekarnika przez internet (a wlasciwie to Ksiaze Moj zdecydowal znudzony moim ciaglym marudzeniem ).Powiem szczerze ,ze nie bylam do konca przekonana na kupno dosc drogiego sprzetu przez neta ,ale Moj Ukochany stwierdzil "raz kozie wio" i kliknal "do koszyka".Czasem warto posluchac swojego mezczyzny drogie panie :) . Tym sposobem w naszym zyciu pojawil sie piekarnik dualcook . Dla niewtajemniczonych - piekarnik ,w ktorym mozna przygotowac dwie niezalezne od siebie potrawy w jednym czasie ,czyli np sernik i kurczaka ,gdzie kazde ma swoja temperature i czas .Musze powiedziec ,ze to zupelnie inny level - to jakby z malucha przesiasc sie w conajmniej mercedesa . Gdyby ktos mnie zapytal czy warto zaopatrzyc sie w dualcook z czystym sumieniem powiem zeby sie nawet nie zastanawial :).
Teraz pojdzie pod noz moja waga ^^ Od kwietnia udalo mi sie zrzucic 7kg ! Nie nie stosowalam zadnych diet ani cwiczen .Jem jak dawniej tylko mam wiecej ruchu (zasluga nawalu pracy). 
Idac dalej ,poznalam troche nowych ludzi ,zalozylam facebooka (pozdrawiam Marie ,ktora wlasnie tam odnalazlam :) ) , przyjechala do nas mama Ksiecia na jakis czas a na dniach dojedzie moja starsza Corka wiec troche nas bedzie w domu , ale im wiecej ,tym weselej :D . To chyba po krotce tyle co od lutego (z wazniejszych wydarzen) zaszlo w moim zyciu .Postanowilam sobie ,ze raz na tydzien ,no ostatecznie na dwa  jakis post musi byc ! Zobaczymy czy uda mi sie wytrwac w postanowieniu ;) Tymczasem .




piątek, 19 lutego 2016

Tańcz mnie po miłości kres



Wtańcz mnie w swoje piękno i niech skrzypce w ogniu drżą
Przez paniczny strach aż znajdę w nim bezpieczny port
Chcę oliwną być gałązką podnieś mnie i leć
Tańcz mnie po miłości kres

Wtańcz mnie w swoje piękno, póki nikt nie widzi nas
W twoich ruchach odżył chyba Babilonu czas
Pokaż wolno to, co wolno widzieć tylko mnie
Tańcz mnie po miłości kres

Odtańcz mnie do ślubu aż jeszcze, jeszcze raz
Tańcz mnie bardzo delikatnie długo, jak się da
Bądźmy ponad tej miłości pod nią bądźmy też
Tańcz mnie po miłości kres

Tańcz mnie do tych dzieci, które proszą się na świat
Przez zasłony, które noszą pocałunków ślad
Choć są zdarte lecz w ich cieniu można schronić się
Tańcz mnie po miłości kres

Wtańcz mnie w swoje piękno i niech skrzypce w ogniu drżą
Przez paniczny strach aż znajdę w nim bezpieczny port
Pieść mnie nagą dłonią albo w rękawiczce pieść
Tańcz mnie po miłości kres


Leonard Cohen



wtorek, 26 stycznia 2016

Choroba cyganska i wyborne ciastka kakaowe

Przestraszne chorobsko sie do mnie przyplatalo - przez mojego tate choroba cyganska nazywane ,czyli LENISTWO ! 2016 mnie nie oszczedza ( nie znosze gowniarza ,jeszcze raczkuje a juz daje mi popalic) ,nie umiem sie zebrac w sobie , a najprostsze czynnosci to wysilek na miare Atlasa ,ktory dzwiga caly swiat na plecach (swoja droga kocham mitologie - jedna z moich ulubionych ksiazek ). Pogoda tez sie skiepscila ,jak przez cala zime bylo cieplo i slonecznie ( z kilkoma dluzszymi wyjatkami na deszcz ) tak teraz zimno jest . I mowie tu o wilgotnym chlodzie ,ktory wpelza za kolnierz jak oslizgly waz i owija sie wokol szyi a potem schodzi w dol na cale cialo i ziebi niemilosiernie . Zeby nie bylo - kocham zime ,ale nasza - mrozna i sucha a nie bezsniezna i wilgotna . Kto by pomyslal ,ze pod sam koniec bedziemy palic w kominku przez cale dnie i noce .Jedynie zeszla niedziela obdarowala nas cieplym sloncem ,pozwalajac mi na grubsze porzadki w mini ogrodku . No juz dobrze ,wyplakalam sie , lepiej mi :D .
Robiac lenistwu na przekor postanowilam upiec ciasteczka kakaowe ,na ktore przepis znalazlam na jakiejs wloskiej stronie i bardzo mi sie kolor spodobal . Musze powiedziec ,ze to jedne z lepszych kakaowych ciastek jakie jadlam i juz wiecej nie kupie zadnych w sklepie . Nie sa pracochlonne , skladnikow tez za wiele nie ma - w kazdym domu znajda sie na pewno . Wystarczy troche checi . Z podanych porcji wyszlo mi 2 blachy smacznych ciastek o oblednym kolorze .



CIASTECZKA KAKAOWE
- 320 gr maki 
- 25 gr kakao
- 100 gr masla solonego ( dalam zwykle i tez wyszly pyszne ,jednak nastepnym razem dam o jakies 20 gr mniej )
- 100 gr cukru 
- 65 gr wody ( tak gram , nie ma pomylki )
- 6 gr proszku do pieczenia 
- 1 gr soli

W garnku polaczyc cukier ,maslo ,sol i wode . Na malym gazie gotowac do momentu rozpuszczenia masla , gdy juz sie rozpusci odstawic na 20 minut .
Do miski przesiac make z kakao i proszkiem do pieczenia . Do suchych skladnikow dodac rozpuszczone maslo i wymieszac drewniana lyzka . Uformowac zgrabna kule i zawinac w folie spozywcza , wstawic do lodowki na 30 min .
Piekarnik nagrzac do 180° .
Zeby dobrze i wygodnie rozwalkowac ciasto polecam robic to przez papier lub przez folie . Z rozwalkowanego na 0,5 cm ciasta wykrawac ciasteczka i ukladac na blasze wylozonej papierem . Piec 10 min ,zostawic ciastka do ostygniecia na kratce . U mnie najlepiej pieka sie na drugiej polce od dolu . Owe ciastka ze szklanka mleka nie do pobicia :)






Zdecydowalam sie na wersje koncertowa ,poniewaz dla mnie jest lepsza od clipu oficjalnego ,ktory znajdziecie tutaj









czwartek, 7 stycznia 2016

2016 !

Najedzeni , napici i wypoczeci z werwa i energia zaczynamy 2016 ! 
Hold on hold on - albo prrrrr  jak kto woli po naszemu ...Po pierwsze jacy tam wypoczeci ... Wrocilismy z kontynentu ponad tydzien temu a ja wciaz zmeczona ( faktem jest ,ze w czasie wyjazdu chorobsko sie przyplatalo , wiec moze to byc jakies tlumaczenie ), walizka (tylko moja ) jeszcze nierozpakowana ,kazdego poranka lypie na mnie wymownie a ja udaje ,ze jej nie widze ,choinka nadal stoi ubrana i swieci ( chyba zlosliwie zeby juz rozebrac bo sterczy od " przed wigilia") (eeem... tak dobrze widac przy dwiach - miotla i bejzbol ) 





zakwas  "kipi " zeby chleb upiec a ja co?...aikido...
Jeszcze dobrze rano oczu nie otworze a juz senna i zmeczona ,niewyspana . O co kaman ? Moze cisnienie ? Pogoda od poczatku roku nie rozpieszcza i deszczowo jest , w takie dni czuje sie jak zombie ,a po kawie mi nie bardzo . Czasem to bym chciala zeby mnie zahibernowali na jakis czas - tak zebym sie wyspala i odpoczela . No ale dosc marudzenia przechodzimy dalej . Sasiedzi tez wrocili ...jedni z moim "ulubionym " pieskiem . Wypuszczaja Napoleonka ( sama go tak nazwalam z racji jego niskiego wzostu i adekwatnie wielkiego ego ) o 7ej rano , zeby sie pupil wyszczekal ....no krew mnie zalewa co za k.... pies ,ilekroc wyjdzie na dwor pysk mu sie nie zamyka i moze tak przez caly dzien ,ale coz uroki sasiedztwa .( Zapisac na czerwono i drukowanymi w notatniku : gdy juz bede obrzydliwie bogata zmienic sasiedztwo na bardziej ...ciche ) . Drudzy zas sasiedzi przerazliwie tupia i  robia to...przed 7 . Budzi mnie ped bydla ze schodow cos okolo 6:30 rano ...Wieczorem to samo . Ale nie ,nie nie , nie narzekam . Tylko tak mi sie w uszy rzucilo po tygodniu absolutnej ciszy ,ktora delektowalam sie jak najlepszym deserem ...bylo - minelo . Pocieszajace jest to ,ze moze na nastepne swieta tez wyjada ^^ . No dobrze , wrocmy do wyjazdu - ogolnie udany (oprocz wczesniej wspomnianego chorobska ,ktore przywleklam z ulicy i zarazilam nim Ksiecia ) . Jako kobieta haftujaca jaki pierwszy sklep znalazlam? No wiadomo ,ze pasmanterie :D Troche to trwalo zanim z corka dotarlysmy do celu ,bo ile ludzi tyle wersji polozenia danego obiektu ,ale w koncu sie udalo , kupilam kilka niteczek na nowy haft ,ktory zaczelam ( bedzie to moj haft podrozny ,ale o tym w osobnym poscie ) , potem kilka dni lezenia i kuracji domowymi sposobami i jakos udalo sie stanac na nogi ,na tyle by zwiedzic sasiednie miasto ,mianowicie Cannes . Szczerze ? Duzo halasu o nic ,drogo jak cholera ,kilka slynnych uliczek - a potem nic , plaze zdominowane przez restauracje , hotel na hotelu z cenami jak za zboze ,tloczno i...tyle . Cale Cannes w telegraficznym skrocie . Czy pojechalabym tam w sezonie tylko po to , zeby zobaczyc swoja ulubiona gwiazde ? Nie . No ale oczywiscie to tylko moje zdanie . Na przystanku zostalysmy z corka zaczepione przez pania ,ktora tez jechala do Cannes - uslyszala obcy jezyk i ciekawa byla skad jestesmy . Grzecznie ,ze z Polski ,ale mieszkamy na Korsyce . Pani z uniesiona brwia spytala : Naprawde ? i z Korsyki przyjechalyscie na swieta na kontynent ?! Przyplynelysmy a co :D . Zostalysmy oswiecone ,ze wszyscy plyna na Korsyke , a nie odwrotnie ( wiem dlaczego ,bo na Korsyce jest piekniej :) ) Nastepne podchwytliwe pytanie : Czy jestesmy zadowolone z naszych politykow ?Kaczynski ? A zna pani kogos kto jest zadowolony ze swoich politykow ? ( Alez ze mnie szczwana dyplomatka ...jednak nie na dlugo ) Ale owszem ,jesli chodzi o emigrantow to jestem z nich zadowolna - dodalam ze szczerym i szerokim usmiechem .( hehehh ) Pani jeszcze chwilke z nami postala ale juz nie zadawala ciezkich pytan :) Fotorelacja z Cannes .




1 . Pomnik Joanny D'arc



2 . Jakis ...inny pomnik :D



3 . Swiecace palemki - pasaz ,ktorym trzeba przejsc :D


4. Plaza 



5. Fontanna 



6. Slady mokrych stop ...w grudniu ^^



7. Nastepny kawalek plazy 



8. Tez plaza . Zwroccie uwage na niebo i cudne wariacje koloru niebieskiego na wszystkich zdjeciach .



9 . To juz po ciemnicy ,ale jeszcze kawalek jasniejszego nieba sie tli :)






11. Jeden z hoteli ,gdzie lokuja sie gwiazdy w czasie festiwalu .



12. To jego dolna czesc 



13. Od czola wciaz Martinez 



14. Bar 72



15. Nastepny hotel.



16. Kasyno 

Szybka wycieczka po uliczkach Cannes dobiegla konca :)

Teraz pokaze Wam widok jaki mielismy z okna mieszkania :)















U nas na balkony to wroble i wrony przylatuja ...a tu mewy :D Nie dala sie cholernica pstryknac przy odslonietej zaslonce . Musialam z partyzanta .

Na dzis tyle z malowniczej wycieczki :). Zmeczeni ale zadowoleni wrocilismy do naszej " wioski " . I wiecie co ? Wcale nie chcialabym mieszkac na kontynencie , nie przekonuja mnie sklepy i ta cala " cywilizacja " gdzie wszystko dostepne od reki . Moze troche zdziczalam ,ale miastowy zgielk i spaliny jakos mi nie leza . Wole nasza " dziure " gdzie wieczorem na ulicach spokoj i powietrze czyste ,chociaz  czesci samochodowe lub materialy do pracy ida droga morska czasem nawet i miesiac . Za te widoki i spokoj ,ktory tutaj mamy ( oprocz sasiadow i wakacji ) warto jest czekac :)




niedziela, 13 grudnia 2015

Wyjazdy swiateczne , i niedzielne targowisko

Jakis tydzien temu Ksiaze nabaknal cos o wyjezdzie na swieta .Nie do Polski ,nie na Sardynie ,a na kontynent do Nicei , ale jeszcze nic nie bylo pewne . Wczoraj dowiedzialam sie ze jednak jedziemy na jakies 10 dni , w tym swieta . No i dobrze ,bardzo sie ciesze bo tak naprawde nie mialam ochoty jechac ani do Polski ani na Sardynie , a tym bardziej siedziec w garach , wiec Nicea jak znalazl . Nie wiem jeszcze czy bedziemy robic jakies swieta poza domem ,zobaczy sie . Lubie takie niespodziewane decyzje ,wyjazdy ,przyjazdy i gosci :) . A na ta chwile chcialam podzielic sie kolorami zimowymi ze straganow niedzielnego targu .
Zawsze jak kupuje warzywa i owoce przed oczami staje mi okropna jakosc tych samych produktow w Polsce - bez wygladu ,bez smaku . Tu nawet w markecie sprzedaje sie smaczne i swieze owoce i warzywa , nie mowiac juz na takich wlasnie targowiskach . I przede wszystkim maja smak .










I jedna z moich ulubionych kapel ....Gorillaz :)